Wywiad – część 2

Wywiad z Arturem Żebrowskim – Dyrektorem Biura Usług Informatycznych w największym polskim banku. Menedżerem IT, audytorem i konsultantem, z szerokim wachlarzem specjalizacji, zdobytym podczas realizacji projektów audytorskich i doradczych dla dużych firm przez ostatnich kilkanaście lat. Obecnie, w największym banku w regionie, odpowiada za jakość usług i systemów informatycznych (w tym SLA, BCP), procesy IT, ryzyko operacyjne, zgodność regulacyjną, obszar kontroli wewnętrznej oraz koordynację audytów wewnętrznych i zewnętrznych.

 

Jarosław Zieliński: Chciałbym zapytać o rzecz bardzo ważną z punktu widzenia IT – chodzi o organizację dnia pracy. “Produktywność” to dość popularne słowo ostatnimi czasy. Czy w swoim systemie planowania dnia i prac, używasz bardziej wyrafinowanych narzędzi, czy jednak konwencjonalnych metod – jakiegoś kalendarza, notesu, kartki papieru?

Artur Żebrowski: Trochę mnie sprowokowałeś do tego, żebym zrewidował, jak wygląda moja codzienność (śmiech). To nie jest takie proste wbrew pozorom, bo po każdym szkoleniu z tej dziedziny człowiek sobie obiecuje, że trochę się poukłada, że będzie bardziej przewidywalny. O tym mówi także to,  o czym wspominałem na temat menedżerów podczas mojej prelekcji – dobry menedżer to taki, którego w krótkim okresie w ogóle nie widać, pozornie zdaje się być niepotrzebny.

Wyznaję zasadę, zaczerpniętą od moich poprzedników i kolegów, którzy byli moimi szefami. Ponad 80% mojej pracy deleguję w taki sposób, by była zgodna z regułą dwóch minut. Poświęcam nie więcej niż minutę lub dwie, by przeforwardować jakiegoś maila z problemem do rozważenia, daję tylko swoje wytyczne i swój kierunek działań, kiedy i czym ma się to skończyć i – jeśli jest to jakiś większy temat – wyznaczam granicę zamknięcia pewnego etapu rozwiązania problemu. Pozostałe 20% są to te tematy, gdzie wymagana jest jakaś moja większa inwencja. Muszę coś wymyślić, przemyśleć, zrobić jakiś research, wymienić się wiedzą z kolegami z tego samego szczebla. Tutaj jest to kwestia planowania, organizacji szczegółowego kalendarza. Jeśli chodzi o narzędzia, korzystam z Outlooka. W kalendarzu outlookowym mam tak poukładane zadania i terminy, że w odpowiednim czasie wyświetla mi się alert, albo przypomnienie kilka dni lub godzin wcześniej. Mój kalendarz, jak spojrzysz na niego – widok pięciodniowy, to wygląda po prostu jak szafa w bibliotece. Cała wypchana pozycjami. Natomiast wiem już, jak to czytać w umiejętny sposób – wiem, kiedy są spotkania, gdy gdzieś idę, gdy są te terminy, gdy coś muszę zrobić, przeznaczyć te pół godziny więcej na jakiś temat, wiem, kiedy muszę kogoś złapać, o coś podpytać. Wbrew pozorom, pomimo tej małej czytelności, z łatwością się w tym odnajduję i mogę w bardzo skomplikowanej materii poruszać się swobodnie. Jest to zapewne kwestia bardzo osobistego podejścia. Każdy musi sobie wypracować własny sposób. Obserwuję, jak robią to moi koledzy. Każdy ma jakąś metodę – generalnie jest to lista zadań w Outlooku, gdzie ustawia się jakieś przypomnienia, sporządza notatki i tak dalej. Gdzieś to wszystko koreluje wokół Outlooka i tym podobnych rozwiązań.

JZ: Sam korzystałem z innych rozwiązań, często chmurowych.

AŻ: Wiesz, z chęcią skorzystałbym z takich rozwiązań chmurowych, bo wtedy mógłbym mieć taką pewną swobodę – np. mógłbym w telefonie mieć dostęp do tego typu rozwiązań, w domu z innego urządzenia robić jakieś notatki, dokonywać jakichś modyfikacji. U nas rozwiązania cloudowe chmury publicznej są niedostępne. Rozwiązania oferowane np. przez Google’a takie jak Google Drive, kalendarz itd., nie są dozwolone przez politykę bezpieczeństwa.

JZ: Jak Twoim zdaniem będzie wyglądać komunikacja za 10 lat? Podczas swojej prezentacji pokazywałem, jak 3-latek postrzega naukę. Czy z czasem nie ograniczymy się w jakichś kierunkach? Czy nie zmienimy formy komunikacji, bo najmłodsze dzieci już mają de facto dostęp do smartfonów? Jak za 10 lat będzie wyglądała komunikacja na przykład w małżeństwie?

AŻ: Zadałeś bardzo podchwytliwe pytanie. Czasami dostaję takie pytania, np. od mojego wiceprezesa, który mi mówi: Przygotuj briefing na konferencję “IT przyszłości”, którą mieliśmy okazję niedawno przeprowadzić.

Tam były takie wyzwania, z którymi prawdopodobnie przyjdzie nam się zmierzyć za kilkanaście lat, np. automatyzacja, development, który idzie już tak daleko, że automatyzuje sposób powstawania kodu. Budujesz z klocków, natomiast klocki, same algorytmy, wymyśla cały czas człowiek. Potem już ci – bym powiedział – „drugiej pochodnej” developerzy, nie muszą mieć takiej wiedzy o języku kodowania, tylko na wysokim poziomie abstrakcji kodują po prostu z użyciem pewnych bloków.

Odpowiadając na pytanie, powiem szczerze, że… nie chcę się uciekać do takich analogii, jak u siebie, że dokonuję pewnej ekstrapolacji. Bo można powiedzieć, że skoro coś przez ostatnie 5 lat szło w tym kierunku, to za 10 będzie jeszcze bardziej szło, aż w końcu dojdzie do takiej sytuacji, w której będziemy mieli coś podobnego, jak w filmie “Raport mniejszości”, czytanie w myślach, itd. Muszę się chwilkę zastanowić, wertując sobie w myślach pomysły.

Osobiście mam taką teorię, że nastąpi pewien przełom. Oczywiście będziemy kontynuowali te trendy, które mamy teraz, np. w smartfonie będziesz miał całe swoje życie. Tam będzie Twój bank, sklep, gdzie robisz zakupy, tam się uwierzytelniasz do różnych usług, będziesz mieć biometrię, będziesz się komunikował w różny sposób. Mailowo, tekstowo, głosowo oczywiście także. Tam będzie centrum życia prywatnego i służbowego. Być może będzie dochodziło do jakiejś hybrydy między życiem prywatnym  i służbowym – pojawią się urządzenia, w których części prywatne będą oddzielone od służbowych, a pośrodku występować będzie tylko marginalna część wspólna. Natomiast wydaje mi się, że ludzie w pewnym momencie wrócą jednak do źródeł i uznają, że jest to trochę destruktywna przyszłość, że prócz wirtualnego, trzeba postawić na networking fizyczny. Ludzie muszą się ze sobą spotykać, rozmawiać w cztery oczy, pokazywać emocje w czasie rozmowy. Tego się nie da zdigitalizować. To jest wielki ubytek przy konwersacji cyfrowej. Ludzie muszą patrzeć sobie w oczy. Nie da się zastąpić tego  innym substytutem. W pewnym momencie, jeśli mówimy o perspektywie 10 lat, nastąpi pewien punkt zwrotny, który paradoksalnie powie, że technologia poszła już trochę za daleko. Modne może się stać się to, że ludzie zaczną się spotykać.
Spotkałem się ze zjawiskiem, że w mieście tworzy się takie punkty networkingowe. Jest to choćby jakiś skwer, plac, ławka przy fontannie, gdzie jest wi-fi, mały stolik – można zamówić sobie kawę, aktualną gazetę, spotkać się z ludźmi i porozmawiać, zagrać w szachy, warcaby. Wydaje mi się, że tego troszeczkę u nas brakuje, a szczególnie patrząc na dzieci. Wychowujemy dzieci w świecie, gdzie od najmłodszych lat dajemy im obcować ze smartfonem i jak słusznie zauważyłeś, dzieci szybciej uczą się obsługi skomplikowanego urządzenia, niż np. rozpoznawać literki czy cyferki. To jest bardzo zgubne. Myślę, że punkt zwrotny nas czeka w ciągu tych 10 lat. Może prędzej, może później, ale na to liczę. Nie wiem, czy odpowiedziałem na Twoje pytanie.

JZ: Tak, jak najbardziej.

AŻ: Chętnie zapytałbym zwrotnie o Twoją prognozę.

JZ: Właściwie uważam bardzo podobnie. To się zaczyna powoli dziać przez takie spotkania. Wychodzimy, by spotkać się z ludźmi, rozmawiać twarzą w twarz. Ludzie chcą się spotkać w obrębie wspólnej dziedziny, na konferencjach, nie na forach pod nickiem.

AŻ: Właśnie się nad tym zastanawiam – gdy patrzymy na pokolenie naszych rodziców, to moglibyśmy uznać ich za dinozaury. Siedzą przed telewizorem, nie do końca potrafią swobodnie posługiwać się komputerem, nie wspominając o Internecie, w tym Facebooku czy Skype. Jednak za 20 lat, to nasze dzieci mogą spojrzeć tak na nas – my będziemy preferować spotkanie przy kawie i gry planszowe, co najwyżej korzystać ze smartfonów, podczas gdy oni będą tkwić w wirtualnej rzeczywistości widzianej przez gogle i w tejże rzeczywistości rozmawiać będą z ludźmi z całego świata. Właśnie taka rzeczywistość będzie dla nich punktem odniesienia, który pozwoli im nazywać nas spisanymi na straty dinozaurami. Dlatego myślę, że pokolenie, które jest od początku wychowywane w obecności technologii cyfrowej, doceni to, iż są ważniejsze rzeczy, niezwiązane z cyfrowym światem.

JZ: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Jarosław Zieliński

jestem miłośnikiem dwóch rzeczy – sieci komputerowych i dobrej kawy. Od 12 lat zajmuję się branżą IT, zawsze w towarzystwie dużego kubka czarnego napoju. Posiadam doświadczenie w wirtualizacji, budowaniu rozwiązań integrujących chmurę publiczną z lokalnym DC oraz monitoringu infrastruktury. Pasję do informatyki i kawy przelewam (nie mylić z rozlewaniem) na bloga Popołudnie w Sieci, którego jestem twórcą. Jestem także autorem artykułów do branżowych czasopism oraz prelegentem na konferencjach. Jestem certyfikowanym inżynierem VMware oraz jednym z nielicznym Polaków posiadających tytuł VMware vExpert. Ponadto lideruję grupie AWS User Group Poznań i współtworzę cykl spotkań vBeer Poland.